poniedziałek, 11 maja 2015

Poznańskie Koziołki

Cudze chwalicie - swego nie znacie.
W zeszłym tygodniu miałam przyjemność robić za przewodnika po Poznaniu, 
moim rodzinnym mieście i przyznać się muszę, 
że pierwszy raz od czasu gdy byłam dzieckiem miałam możliwość 
zobaczyć nasze słynne poznańskie koziołki w akcji:-)
Cóż tak to już jest, że jeździ się po świecie, zwiedza wiele różnych ciekawych miejsc, 
a nie znalazło się czasu by choć jeden raz w ciągu 30 lat 
o 12.00 w południe pojawić się na Starym Rynku:-(
Zaskoczyła mnie ilość wycieczek szkolnych i  turystów. 
Wydawało mi się, że oprócz właścicieli kafejek 
raczej nikogo na rynku o tej godzinie nie będzie...
a jednak ktoś przyjeżdża by nasze koziołki oglądać. 
Wyczekiwanie na ich pojawienie się jest prawie tak ekscytujące 
jak odliczanie do północy w sylwestra:-)

Dla lubiących czytać - legenda związana z koziołkami:
Kiedy po wielkim pożarze miasta odbudowano ratusz, 
postanowiono zamówić u mistrza Bartłomieja z Gubina specjalny zegar na ratuszową wieżę. 
Nie każde miasto było stać na taki wydatek, 
a że Poznań był wtedy jednym z najbogatszych miast, 
rada miejska postanowiła hucznie uczcić to ważne wydarzenie. 
Zaplanowano wydać wielką ucztę, na którą miały zjechać do Poznania najważniejsze osobistości.
Pracy było co nie miara, a kucharz uwijał się jak w ukropie. 
Na główne danie miał podać pieczeń z sarniego udźca. 
Do obracania pieczeni na rożnie został wyznaczony mały kuchcik Pietrek. 
Goście już zaczęli się zjeżdżać, na rynku robiło się coraz tłoczniej, 
tyle ciekawych rzeczy do obejrzenia, a sarni udziec piecze się tak powoli.
W dodatku sam mistrz Bartłomiej opowiadał mu rano o mechanizmie zegara, 
o kółkach, które powoli się obracają cichutko tykając. 
Opowiadał o ciężarkach, które poruszają zegarowy mechanizm. 
A tu trzeba siedzieć i pilnować pieczeni. 
W końcu Pietrek nie wytrzymał i postanowił tylko na chwilkę zostawić pieczeń 
i chociaż raz spojrzeć na zegar i na te wszystkie wspaniałości na poznańskim rynku. 
Przecież nie będzie go tylko kilka minut.
Niestety nieobecność kuchcika przeciągnęła się ponad miarę, 
pieczeń spadła do ognia i spaliła się na węgielek. Przerażony chłopiec nie stracił głowy. 
Pobiegł ile sił w nogach na pobliską łąkę, gdzie mieszkańcy miasta wypasali swoje zwierzęta, 
porwał dwa koziołki i siłą zaciągnął je do ratuszowej kuchni. 
Koziołki czując, że ich koniec jest bliski, 
w ogólnym zamieszaniu wyrwały się chłopcu i uciekły na wieżę.
Tam na oczach zgromadzonej gawiedzi przestraszone zaczęły się trykać rogami. 
Widok koziołków tak rozbawił burmistrza, wojewodę i wszystkich gości, 
że darowali Pietrkowi jego winę, a zegarmistrzowi polecili wykonanie specjalnego mechanizmu, który uruchamiałby każdego dnia zegarowe koziołki. 
Od tego czasu codziennie w samo południe, kiedy trębacz gra hejnał pokazują się zgromadzonej gawiedzi dwa trykające się koziołki.

Legenda pochodzi z TEJ strony.
Jeśli myślicie o odwiedzeniu Poznania lub okolic znajdziecie tam wiele cennych informacji.
Zapraszam Was serdecznie do stolicy Wielkopolski zapewniam, że miło spędzicie u nas czas:-)
A jak już się do nas wybierzecie to dajcie znać może uda nam się spotkać:-)
                                                                                                                                                                     

You never give your country enough credit.
Last week I was more than happy to be a tourist guide of my home town
and I must admit with a shame that it was the first time 
I saw our famous Poznan Billy Goats as an adult:-)
When I was a child I often came there with my parents 
but then I've travelled around the world, getting to know strange places 
and I've never had time to go at high noon to the Old Market Place 
to see this great tourist attraction.
I was surprised by the number of school trips and tourists gathered in front of the Town Hall.
I thought that there would be only some cafe workers 
but there was a crowd of people waiting eagerly for the goats to appear:-)
It's almost like waiting till midnight on New Year's Eve!

For those who like reading here is:
The Poznan Billy Goats Legend
When the Town Hall was rebuilt after the great fire, it was decided to install a clock. 
This was to be a celebratory occasion with a sumptuous feast 
to which several eminent persons were invited. 
The main dish was to be roast venison haunch 
and the preparation befell a young kitchen hand named Pietrek (Pete). 
A lot of exciting things were happening in the marketplace at that moment. 
So much so that the kitchen hand took his eye off the roast for a second 
to watch what was going on in the marketplace. 
Unfortunately, his absence dragged on... and on.... 
and... the roast fell into the fire and was burnt to cinders. 
The terrified lad ran to a nearby meadow where the city folk grazed their animals, 
made off with two billy goats and dragged them into the town hall kitchen. 
The goats, sensing their imminent demise, 
wrested themselves free of the boy and fled to the tower. 
There, they started head butting each other before the assembled crowd. 
The spectacle so amused the mayor, voivode and all the guests 
that Pietrek was pardoned and the clockmaker bidden to construct a special mechanism 
to set the horological goats in motion every day. 
Ever since then, once the bugle sounds at the stroke of noon, 
the assembled crowd has been treated to the two head-butting billy goats every day.

This legend comes from HERE.
If you are planning a trip to Poznań you will find a lot of useful inormation on this website.
I strongly recommend visiting Poznan. You won't be disappointed.
And if you happen to be here just let me know maybe we'll manage to meet:-)


Ratusz
The Town Hall


Koziołki nieśmiało wychodzą:-)
Here comes the Billy Goats:-)


Jak się dobrze przyjrzycie zobaczycie hejnalistę na balkonie.
If you look closely you will see a bugler on the balcony.





Koziołki trykają się dwanaście razy, dzieci zawsze głośno liczą:-)
The goats head butt each other twelve times and the gathered children always check 
it by counting aloud:-)

10 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Dokładnie, to chyba jeden z reklamowych sloganów naszego pięknego miasta:-)
      Pozdrawiam i zapraszam do bliższego poznania Poznania:-)

      Usuń
  2. Przypomniałaś mi właśnie, że byłam w Poznaniu w ubiegłym roku i "dzieciarnia" chciała zobaczyć(poza Ikeą i ZOO :-) właśnie koziołki. To było zabawne przeżycie patrzeć jak ludzie oczekują ich ukazania się. Muszę wygrzebać zdjęcia i napisać o tym. Dzięki Kochana!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Zoo pewnie zahaczyliście o słynną słoniarnię - ja niestety tam nie dotarłam:-(
      Oj tak, każdy bardzo się ekscytuje w oczekiwaniu na koziołki:-)
      Pozdrawiam:-)

      Usuń
    2. Słonie były obowiązkowo.

      Usuń
  3. Ja też widziałam je tylko raz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie przeglądam MM, wszystko wyglądało pięknie i uroczyście:)

      Usuń
    2. Już jest nowe MM? Dzisiaj w żadnym sklepie nie mogłam znaleźć! Muszę się jutro wybrać koniecznie do jakiegoś dobrego kiosku:-)

      Usuń
    3. Od wczoraj w sprzedaży MM i Dekoracje :)

      Usuń
    4. Dzięki:-) U mnie na wiosce w żadnym kiosku nie ma...dopiero jutro do miasta jadę więc może w końcu kupię i poczytam bo jestem bardzo ciekawa reportażu:-)
      Pozdrawiam:-)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...